niedziela, 29 listopada 2009

post XXIV

godzina 23. post 24. 29listopada.

ogólnie leże jeśli chodzi o wrzucanie koloru, czego próbka poniżej. ale praktyka czyni mistrza.
mały tribute w stronę Pulp Fiction


przy stoliku z Jules'em Winnfieldem, wkurwiająco słodki kot "Szczeniak".
ze wstępnych ustaleń, dowcip jest czerstwy i prawie nikt go nie rozumie.

teraz czas przetestować google wave, zrobić fotomontaż na jutrzejsze zajęcia z grafiki i pierdyknąc sobie konto na twitterze.

miłego wieczoru.

piątek, 20 listopada 2009

p 23 a nos się zatkał

nos się zatkał. 4 dzień chorobowego.
a powyżej stara rzecz która została dziś zdygitalizowana. po części inspirowane M.Mignolą.

chociaż trochę się wam podoba?

wtorek, 27 października 2009

post 22 święto zmarłych

video
I Z TYM OTO PRZYKLAŚNIĘCIEM, CHCIAŁEM REAKTYWOWAĆ BLOGA! :)

(fanfary)

dzieńdobrydzieńdobrydzieńdobrydzieńdobryyyyyyyyy
po ponad 3 miesięcznej przerwie.

jako że to kupa czasu, a nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby słuchać długich rozwodów na ten temat, no to tak w skrócie:obiecane fotki pieprzonychczerwonychnorweskichdomków z popieprzoną trawą na dachach, oraz parę łódeczek.
Norwegia, przez swoją lokalizację dzięki której ma zapewnione wysokie wydobycie ropy naftowej, jest jednym z najbogatszych krajów na naszym ziemskim padole. Wysoki poziom życia, z tego co się dowiadywałem, znikomy poziom ubóstwa. Każdy obywatel ma zapewniony dobrobyt. Państwo dba o swoich obywateli i co w tym wszystkim najfajniejsze: z każdym dogadasz się po angielsku.
Emeryci, renciści, studenci, nawet dziady z najgłębszego lasu umieją powiedzieć o wiele więcej niż "hał du ju du?". cieszył mnie ten stan rzeczy, bo nie potrzebowałem do rozmowy z każdym napotkanym, słownika i tłumacza.
dręczy mnie pytanie: czemu nigdy nie słyszałem o żadnym sławnym norwegu?
albo jestem zbyt mało poiformowany, albo państwo rozpieszczając swoich obywateli w pewien sposób ich ogranicza. może rybożercą po prostu się nie chce? poznałem parę norweskich zachowań które mnie strasznie dziwiły, ale nie mnie ich oceniać. socjologiem nie jestem.
temat dobry do przedyskutowania na dłuższej posiadówie.

wróciłem do utęsknionej Polski. jednak jakiś patriotyzm w emigrantach drzemie.
udało się wczłapać na trzeci rok studiów, zaliczyć drugie wesele w moim krótkim życiu i wkońcu po raz pierwszy (a napewno nie ostatni), wpaść na MFKiG w Łodzi.

to tak w skrócie. teraz pan Spud musi z powrotem przyzwyczaić się do gospodarowania wolnym czasem tak, żeby nie wyszło że dzień w dzień nic się nie robi.
nieróbstwo zabija.
tyle pomysłów do zrealizowania :)

tak na zakończeniebielik machnięty na życzenie
iemo-rysunek który wisiał u mnie tak długo (cośkoło 5 lat) że zdążył pożółknąć. pewnie od dymu.

to wszystko na dziś
do następnego.

czwartek, 23 lipca 2009

pst ZI (post 21)

jest 3 rano. nie wiem czemu jeszcze nie śpię. na 13 mam być w tyrze. Norwegii ciąg dalszy. jeszcze tylko jakieś niecałe 2 miechy i zejdzie ze mnie łatka emigranta.
w poprzedni czwartek stuknęły mi 22 lata (JUPI!). wysłuchałem "100 lat" w 3 językach, celebrowałem 2 dni i wogólę było miło.

zbyt wiele czasu na wycieczki z aparatem w ręku nie mam, ale taki mały smaczek jak to sobie pomieszkuję mogę wrzucić:
wiem że fotki można by strzelić o wiele lepiej, ale ja i tak jestem z nich dumny. mógłbym je nawet druknąć na pocztówce i handlować przy poczcie.
rzecz jasna pozdrawiam wszystkich odwiedzających, czytających i rysujących.
nu. fotki (będzie więcej), narazie odchaczone, pozdrowienia odchaczone, mały raport odchaczony. ide spać
ave

wtorek, 23 czerwca 2009

POST #20

tiaaaa.
siema. tak się składa że siedzę właśnie na dalekiej północy i wypadało by chociaż wspomnieć o tym na blogasie, chociażby dlatego żeby usprawiedliwić swoją nieobecność. dostęp do netu ograniczony, a zarabiać polodolary trzeba. od czasu do czasu wpadne i coś tu może skrobne. tak więc do zobaczyska, pozdrawiam z dalekiej północy, ojczyzny Turbonegro, black metalu i płonących drewnianych kościołów.
tak żeby nie było smutno, koślawy rysunek ilustrujacy the Misfits "Astro Zombie"

swoją drogą możecie mi skrobnąć czasem co ciekawego się u nas dzieje.
cya

czwartek, 4 czerwca 2009

POST #19

dziś krótko. wrzucę tylko to co wczoraj mi spod ołówka i pisaka wyskoczyło:



nigdy nie wierzyłem w te końce świata. ostatnio czytałem że Nostradamus był strasznie przereklamowany. pewnie był tak samo uzdolniony co nasz ten polski jasnowidz Nowak czy inny chuj. Anyway, wszystkie te teorie armageddonu trącają mi tu ściemą i średnio co 6 albo 12 lat będziemy mieli nową teorie końca świata. 

jak to powiedział Woody Allen. wszyscy się ekscytują końcem świata, ale potem przychodzi poniedziałek i musimy iść spowrotem do pracy.

niedziela, 24 maja 2009

Post OSiemnasTkowy #18

Siema. jak zwykle mogę narzekać że wpisów jest mało i za rzadko. ale dziś postanawiam że pierdole to narzekanie:) nic to nie da. a wpis będę dawał jak tylko będę mógł i O!

na początkas takie cuś czego byłem współautorem:


impreza jak każy widzi, info jest napisane. tak więc jak kogoś kręci i akurat będzie w wyszkowie w tamym czasie, jako współautor plakatu i serdeczny kolega mistera MKS'a, SERDECZNIE ZAPRASZAM!

a poniżej taki tam relaxart popełnioniy jakiś niecały miesiąc temu. coraz bardziej lubie prace stalówką i tuszem


pozatym? Warsaw Challenge był. osobiście widziałem tylko finał bitwy Killafornia vs Top9 (obrońcy tytułu zasłużyli sobie na utrzymanie go. według mojego laickiego oka, byli naprawdę świetni).  następnie był koncert francuskiej formacji IAM. fajnie to wyglądało, jeszcze milej słuchało (flow naprawde dobry). tylko coś mi nie podobało... a mianowicie to że ni chuja nie kumałem co chłopaki rapują. tak więc na przekaz z tekstów się nie nastawiłem, ale miło było posluchać jak rapują marsylczycy.

Regge juwenalia (stadion syrenki) też były very nice. świetna robota ze strony organizatorów(nagłośnienie, miejsce,browar,kible. wszystko na plus) jak i wypaśna grupa docelowa (nie można się chyba czepiać rastafarian i ludzi lubiących regge).  dziękówa panu K i spółce że musieli mnie znosić. :)

ostatecznie wpadłem też na chwile na Coke Live Fresh Noise! spodziewałem się że coś będzie nie tak. jedynym nie taktem było kurewsko drogi browar (8zylca) no i to że Fisza i Emade dali na późniejszą godzinę. i kurwa szkoda. bo Afromental mnie nie jarał tak jakby oni chcieli, OSTRy był zajebisty jak zawsze, ale to tylko 45 minut (straszny króciak). i potem dopiero po jakiejś niecałej godzinie mieli być twórcy płytki Heavi Metal. niestety, głupi ja, postanowiłem się zmyć przedtym, bo niestety ostatni dojazd do mojej podwarszawskiej WSI startuje 2 minuty przed północą. tak więc chuj w dupe ludziom z mojej gminy odpowiedzialnym za to że linia nocna do Ożarowa miała być, a wciąż jej nie ma. FUCK YOU :)

nawiązując do płyty wspomnianej wyżej. jest dla mnie wykurwista. jak dla mnie zajebista odskocznia w rapie od ciągłego narzekania jak jest źle,niedobrze, jak się HaWuDePuje i rozpierdala na imprezach gruby hajs, bo tak robią GRACZE. tam tego nie ma. nie będę opisywał o czym płyta traktuje i jej recenzował, bo żaden ze mnie krytyk i znawca, ajak chcecie to pogooglujcie. ale dla tych których wkurwiał WIELKI BUM NA HIPHOP, lubią Fisza i klimaty z Asfalt Records (Łona i Ostry offcoz) zapraszam do przesłuchania i kupna. na dodatkowy plus zasługuje jeszcze wykonanie okładki przez Bartka Arobala. luknijcie co fajnego moża maznąć kredkami.

popierdolił, popierdolił. czas iść spać. rano uczelnia

wtorek, 5 maja 2009

POrno STory # 17


witam Państwa, po majowym, w ten pięknie pochmurny wtorek.

jak dla mnie weekend udany. mam nadzieję że dla was także taki był. troche człowiek odpoczął i już full pomysłów i zapału. wczoraj wróciłem i dotarło do mnie że czas juwenalii się rozpoczyna. z tej okazji wczoraj pocisnąłem "Jezuch i pogaduchy przy piwie". sprwadźcie...


fabułka jak zwykle luźna.

co do juwenalków to mam wrażenie że w wawie będzie trochę biednie. co prawda będzie t.love, hey, dżem, afrokolektyw i skoki na bungee (jeśli pominąłem coś godnego uwagi, to dajcie znać).

(NIEAKTUALNE)prócz tego jako paszczak który komiksem się jara, zapraszam na finał ligi bitew komiksowych. punkt to Punkt, Koszykowa 55. wjazd 6 zeta.  nie jako organizator, a zwykły gość imprezy. zapraszam.(NIEAKTUALNE)

na zakończenie kolejny fant ze Skurwmenem (idiotyczny pseudonim, wiem. ale chyba pasuje).


adieu.

ps. nie wiem jakim cudem taką literówe z "kuzką" zrobiłem. no ale chuj. nie każdy jest miodkiem. do babola się przyznaje. ciekawe ilu cwaniurów prócz eMKSa by to wyłapało (piątka za bystre oko).

ps2. z ostatniej chwili. finał w Punkcie odwołany. klub zamknięty czy coś. nie wiem, szkoda. dla pociechy tego samego dnia:

* 9 maja* na dziedzińcu uczelni (*Krakowskie Przedmieście 5-7*) i 
rozpocznie sobotnią część cyklu imprez Juwenaliów Artystycznych 2009.
Start godz *19.00
*Zagra towarzysząco : dj Markus
Gorąco zapraszamy wszystkich !!! Przewidujemy niespodzianki!

jeśli to was nie zadowala, a dalej pragniecie bitwy ale w stylu hiphop, w parku Sowińskiego na warszawskiej Woli odbędzie się Warsaw Challege 2009. tak więc breakdance, hip-hop, browar, kłęby dymu i mam nadzieje jakieś graffiti też będzie miało swoje miejsce. trwa to cały weekend, więc zapraszam.

koniec przekazu.



środa, 15 kwietnia 2009

sPOSTszegłem #16

16 to numer przyjemny i zjawiskowy. ogólnie pierdole numerologie, ale 16 mam urodziny:) (nie. nie kwietnia)

święta święta i po świętach. jako że jutro wyjeżdzam na weekend, postanowiłem dla relaksu machnąć Supmena tuszem. szybki pracek, ale zawsze, a i blogas się ucieszy. 


tak przy okazji ostatniego artykułu na motywiedrogi,  co do alternatywnej wersji Clarka. co by było gdyby trafił do patologicznej rodziny?:)

czy z Supermena nie byłby lepszy badass?

trzymta się za ptaki.

sobota, 11 kwietnia 2009

p.OSTaszewska #15

JoŁ Meen i siema! 666

wielce religijny to ja nie jestem.  ale że jest okazja żeby coś pobazgrać i wrzucić na bloga to nie przepuszcze:) jako że jesteśmy już po piątkowej egzekucji  Jezusa na krześle. taki mały akcent z tej okazji poniżej


a tu pierwsza rzecz jaką ostatnio machłęm tuszem i stalówką. czyli tak samo jak nasi dziadowie zapierdzielali listy do kobitek i kreślili rysuny. total oldschool

enjoy.

BTW miłego wypoczynku wszystkim czytającym :) 

niedziela, 29 marca 2009

POSTmodernizm #14

Siema wszystkim.

tak jak zapowiadałem, kolejna część blogasowej sagi wędruje na salony.

w zeszły piątek: w Punkcie odbyła się 4 Bitwa Ligi Komiksowej. cykał mój ziombel Kali, efekt poniżej:








jak ktoś byłby ciekaw, to ja jestem na 3 fotce od dołu (na zdjęciu podobno wyglądam jakbym udawał zaginione ogniwo ewolucji).  ogólnie bardzo dobrze wspominam bitwe, piwo jak i osoby poznane tamtego wieczoru(wszystkich pozdrawiam), choć Kali mógł narobić więcej fot. na finał w kwietniu wybiorę się napewno.

w ten piątek: udało mi się spożyć zupę chmielową na "kameralnych poprawinach WSK" razem z Gonzem, pjp'em, Danielem Chmielewskim i Marem Oleksickim (no z nim to tylko piątke udało mi się przybić bo musiałem spadać), chłopaków pozdrawiam. to była pierwsza udana część wieczoru. Drugą był koncert OSTR'ego w Stodole. dołączyłem do Konrada w metrze i wbiliśmy z ekipą leciutko spóźnieni. jakoś wepchaliśmy się w tłum i zaczeła się zabawa. wyobraźcie sobie zajebisty koncert, gdzie jedynie do czego można się przyjebać to może to że było ciasno(ale nie o tym mowa). Fakt że to pierwszy koncert Ostrego na którym byłem, nie mam porownania. ale jak dla mnie nie było się czego czepić. było wykurwiście. bez zgrzytów, zacięc itp. nie pamiętam ile leciał koncert, ale mogłobyć dłużej. widać że gościu żyje tym co robi i nie odpierdala fuszery.  skoro on trzyma poziom, to ja się podpisuje że pójde jeszcze nie jeden raz na jego koncert. źąąąą

kończe na dziś. następny wpis wkrótce 

piątek, 27 marca 2009

POSTerunek #13

Ave wam i siema.

po pierwsze, gdyby mój blog miał ręce, to chciałbym żeby mi jebnął. za to że tak go zaniedbuje. ponad miesiąc bez wpisu, a tu tyle rzeczy sie działo. wstyd panie Wojtku, wstyd.

sprawa pierwsza nad którą siedziałem ostatnimi czasy to: 

plakacik

jak ktoś poznaje niedbałą kreche, to przyzna że ja jestem autorem powyższego plakatu. mój serdeczny ziom (czyt. źą) eMKS dał zlecenie. nie pozostaje mi nic więcej jak zaprosić was do Wyszkowa, bo możliwe że sam się tam pojawie (podobno można się tanio najebać). a no i trzeba wspomnieć że gwoździem imprezy będą DJ Grubaz i DJ Technik (ci na powyższym).  wszelkie info:  http://emks.pl/graffiti-sessions_2/

co do reszty... hmmm było WSK na którym byłem niestety tylko przez chwile (niestety, bo pare godzin potem odbyła się warta uwagi libacja u Grażynki).  może w przyszłym roku.

na dziś koniec bo trzeba coś zostawić na następny wpis który planuje zrobić w ten weekend. będą focie z 4 Ligi Bitew Komiksowych, gdzie dostałem wpierdol ;) i jakaś relacja z dzisiejszego koncertu OSTR'ego w Stodole.

tak więc cześć wam i siema

czwartek, 19 lutego 2009

POSTać #12

Ave.

kurwa jak to ten czas leci. swoją drogą ciekawe ile jeszcze słów zawierających POST uda mi się wymyśleć. mnieszja. dawno mnie nie było więc raportuje:

SLIPKNOT W POLSCE!!! 9 czerwca. kurwa szit i to jeszcze na Torwarze, a nie gdzieś na drugim krańcu Polski (czytaj Katowice). Co prawda ostatnia płyta nie należy do najwybitniejszych, ale jako że mam sentyment do tych dziadów bilety już zakupiłem. I morda mi sie cieszy. O!  pozatym ma być u nas jeszcze pare specjałów jak np Soulfly, Sepultura czy Apocalyptica. Ino tego w chuj!

tak więc jak znajome mordy mają chęć się przemaszerowaćna Slip'a to miło i niech dadzą znać.

co jeszcze z ciekawościowych wydarzeń? jutro wyjeżdzam, ale to mało interesujące dla was. 14-15 marca w klubie Palladium w wawce odbędą się Warszawskie Spotkania Komiksowe. wejściówa z tego co wiem za free, więc namawiam. 

pozatym udało mi się skatować pare obrazów kinomatografii. jedne były chujowe, inne chujowsze. za to pare było naprawde świetnych. wszyscy tak na swoich blogach recenzują to i ja coś strzele. tak więc krótko:

Godzilla (1954) - jako że dalej siedze i lubuje się w tematyce postnuklearnej, miło było skumać że ta przerośnięta jaszczura jest wynikiem promieniowania po bombach jakie zrzucił na tamtejsze ziemie B29. Zarazem jaszczura była jakby odwzorowaniem tamtego, no ale mniejsza. ta część opowiada o tym jak to gad niszczy japońców, a oni się ratują. narratorem-bohaterem jest amerykański dziennikarz  i większość filmu jest utrzymana w takim amerykańskim stylu (przynajmniej ja mam takie wrażenie). film w porównaniu do reszty którą widziałem, dawał rade.

Godzilla kontra King Kong (1962) - tu już zaczeła się kupa. film już nie miał takiego smaczku staroamerykańskiego filmu, tylko zwykłego azjata. nasz zielony stał się już pacynką do napierdalania i cały film prowadzi do napierdalanki małpy z klawiszem. żaden aj waj. ale fajnie bo przez chwile widać walke Konga z gigantyczną ośmiornicą, co zaraz wyjaśnie.

Godzilla kontra MechaGodzilla (1974) - no to był stolec. częśći Godzilli było w chuj. widziałem 3 (nie widziałem tej najnowszej z Reno bodajże), ta była najgorsza. mamy jakąś dynastie opiekującą się jakimś Cesarem (monster co wygląda jak pies, taki kudłatek z oklapłymi uszami), Godzille co jak zawsze wyłazi na spacer z wody żeby coś rozjebać i kosmitów ze swoją MechaGodzilla. na tym sie najbardziej wynudziłem. chujowa fabuła, bla bla bla i śpiewy, prowadzą do ostatecznego pojedynku. tylko dla fanów serii.

 IT come form beneath the sea (1955) - HA! i tu wspomne o tym o czym napomknąłem. Film opowiada o gigantycznej ośmiornicy(też chyba jakaś po promieniowaniu zdzira), która atakuje statki na morzu i miasta. też kupsztal, ale co ciekawe. wyczytałem w wikipedii że na początku Godzilla miała być właśnie wspomnianą ośmiornicą. widać ktoś się uparł na tą ośmiornicę i film z nią zrobił. później nasza bohaterka dostała wpierdol w KK vs G.

Jerycho (serial) - tak. tematyka Falloutopodobna mnie się trzyma. obejrzałem dopiero ponad połowe pierwszej serii. powiem tak: serial jest ok. podoba mi się symulacja życia małego miasteczka w tej sytuacji. jedynie drażni to jaki z tego się robi obyczaj. ten kocha tą, ta się zakochała w tym, a ten sra. takie wątki są pewnie potrzebne, ale przez to czasami serial wygląda jak zwykły obyczajowiec z narzuconym na siłe wątkiem wybuchu. ale tylko czasami. serial naprawde daje rade.

Police Squad! (1982 serial) - też retro. pierwowzór Nagiej Broni z Leslie Nielsenem. wyszło tego tylko 6 odcinków i przyznam że 4 pierwsze były super. nie jestem pewien 5, ale ostatni był totalną klapą. ktoś wymyślił że z jajcarskiego serialu zrobią kampanie antynarkotykową i się zesrało.  jak ktoś lubił Nagą Broń, polecam. pare gagów się powtarza, ale naprawde warto.  

Swołocz - ruski film o dzieciach, szkolonych na zabójców w czasach II W.Ś. średniak.

Wrestler- nówka sprawa. Micheal Rourke gra wrestlera. Shit! myślałem że to taka dobra charakteryzacja. a ten gościu jest już poprostu tak wyniszczony po botoksie i imprezowaniu że wygląda źle;) film opowiada o życiu starego już zapaśnika, który już nie nadaje się do pracy w swoim zawodzie. wzloty, upadki. ciekawy scenario. fajne zakończenie. pare nagród. WARTO.

AFROSAMURAI: ressurection - iloś anime jakie obejżałem w swoim życiu chyba zliczył bym na palcach jednej ręki. pamiętam że podobały mi się Akira, Ghost in the Shell i AS:R. film jest poprostu wyjebisty. Afro, samuraj który nieźle narozrabiał w poprzedniej części filmu (której nie widziałem), teraz sobie żyje na uboczu. odnajdują go starzy znajomi (nie pamiętam imion, ale był gościu przebrany za pluszowego  misia z siostra na motorze)  spuszczają wpierdol Afro, zabierają reszteczki zwłok ojca Afro i spadają. te pozostałości chcą wykorzystać do tego aby ożywić ojca Afro, a potem zabić go powolną śmiercią. wszystko poto żeby nasz bohater ruszył do nich dupe i spuścił im wpierdol. Kreskówa jest bardzo ładnie namalowana, robi zajebiste wrażenie. głosu, jak to ja nazwe alterego-Afro,  użycza sam Samuel L Jackson (TAK! ten co nienawidzi pieprzonych węży w samolocie). tak więc też bardzo gorąco polecam.

Postal - jestem fanem serii. wiem że Uwe Boll przeważnie jebie ekranizacje gier. ale tu wyszła komedia i to nie najgorsza (choć nie wysokich lotów). film leci jakieś półtorej godziny i choć miejscami brakuje tu tempa, film się gubi, to tylko po to żeby zaraz znowu go nabrać i rzucić jakimś gagiem z którego mało nie zjebałem się z mojego rozklekotanego krzesełka.  fajnie że Uwe zdecydował się bardzo dużo czerpać z drugiej części gry. jest wnerwiony koleś (który na początku jest cipką), lalka kroczuć, talibowie i tłumik z kota. film dla fanów serii i głupowatego humoru.

Step Brothers - Will Ferell i John Reilly w tzw. buddy movie. czyli film opowiadający o przyjaźni. chodzi o to że jeden i drugi w wieku prawie 40 lat, dalej prowadząc dziecinny tryb życia, mieszkają ze swoim jednym rodzicem. matka jednego i ojciec drugiego się spotykają, zakochują i żenią, a bohaterowie zostają braćmi przyrodnimi. na początku goście się nie znoszą, napierdalają, wyzywają i trują sobie życie, po czym stają się nierozłączni. nie wiem co ten duet ma w sobie, ale razem są nie do rozjebania (patrz Talladega Nights). film jest bardzo bradzo bardzo wart zobaczenia.

Talladega Nights - znowu wspomniany duet. komedia opowiada o kierowcach wyścigów nascar. tematyka z dupy. i gdyby nie przypadek, pewnie wogóle bym tego nie oglądał. ten właśnie wspomniany przypadek sprawił że obejrzałem komedie na której już dawno się tak nie ryłem ze śmiechu. nie będe wiele opowiadał, Ferell jest gwiazdą nascar, Reilly jego najlepszym przyjacielem i kumplem z teamu który pozostaje w jego cieniu. na horyzoncie pojawia się Sasha Baron Cohen w roli francuskiego kierowcy chcącego utrzeć nosa głownemu bohaterowi. niby proste, ale jest tyle świetnych gagów że film naprawde warto oglądać. na poziomie Step Brothers, albo lepiej:)

Casino - ehh no muszę o tym napisać. Martin Scorsese, spec od gangsterskich bajek, stworzył film. i w tym filmie wystąpiły gwiazdy takie jak De Niro, Pesci i Sharon Stone. film oparty na faktach i trwa sobie 3 godziny. i KURWA, ogladając go marzyłem o tym żeby się skończył. nie polecam. film zamula, i tylko miejscami coś się dzieje.widać dobra obsada (patrz Domino, też chujowo, choć obsada bardzo fajna), ciekawa historia i dobry reżyser nie wystarczają aby film był dobry. nie chce dużo pisać o tym filmie. ale jak macie ochote na gangsterski film i 3 godziny czasu... to wybierzcie Scarface'a. 

uffffffff. to tyle na dziś z filmów. ale się rozpisałem.

teraz polece rysunki:

na dole widzimy mały quiz, maźnięty szybko i wrzucony na dig-piarda(oczywiście już to ukryli, bo brak wartości artystycznych)


tu taki mały staroć sprzed 2 lat znaleziony na dysku. postać autentyczna (no prócz odcietych rąk i dynamajtu), spotkana w autobusie.


oooo to ostatnio też machnąłem. przeorbiłem 9 zeszytów Battle Pope'a, który moim zdaniem jest świetny. i tak wyszedł mał fanart.

tu na dole najnowsza sprawa. w ostatnim poscie wspominałem jak to wymyśliłem sobie że znajde wszystkie diamenty w farcry2. pomysł z dupy. nie polecam nikomu, chyba że dla tropheów na ps3. w szczęściu że to już koniec. chciałem sobie to jakoś  upamiętnić, i do głowy przyszło mi takie coś. fakt faktem fabuła z dupy. ale to mój pierwszy tak ładnie pokolorowany komiks w photoshopie:)

tu taki bonus który rysowałem dla mojej Laury, która potem to wykorzystała na zajęciach z dziećmi na feriach.


i na koniec Hubi w wersji comic villain.


i to by było tyle na dziś. rozpisałem się o filmuchach. pokazałem to co ostatnio natworzyłem i dało się pokazać. ciągle mam nadzieje że zaczne częściej robićtu te wpisy. tak wieć. zapraszam na Slipknot, na WSK i do odwiedzania i komentowania mojego bloooooooga.

Kończe wpis i teleportuje się na Enterprise. 

Ave wam i siewka

sobota, 24 stycznia 2009

POSTkromiony #11

EKHE EKHE kurwa EKhe

i w pizdu wylądowałem w nowym roku. wiem że miało być jeszcze przed sylwestrem,  wiem też że to strasznie długo jak po sylwestrze,  ale zacznijmy.

ogólnie rzecz biorąc zebrało się długo, bo albo miałem co innego do roboty, albo nie miałem weny na wpis, albo jeszcze co innego. lepiej wogóle nie robić jak miałbym to robić na siłe.  przebyte choróbsko, dni dziadków, okres lenia, a teraz zbliżająca się sesja. 

wpierw tak. poniżej efekt mojej pracy który miał być w zamyśle projektem okładki na płyte zespołu, któremu nie będe robił reklamy. prawde mówiąc nie mam bólu że nie wyszło, trudno się mówi. chuj niezdecydowańcom w ryj i o, a ja mam graficzke na dzisiejszy wpisik. tak więc oto możecie oceniać efekt mojej pracy (co prawda i tak wkońcu nie skończonej), prosze:


Kolejna sprawa. jako że nastał nowy rok, naszło mnie na postanowienia noworoczne. dużo ich nie było. wiele tak jak sie mówi, po dwóch dniach przestały obowiązywać. jedyne co pamiętam, to to że w tym roku chce być bardziej robotny. i w ten sposób opracowałem sobie liste-przypominajke, na której zapisuję rzeczy które mam zamiar wykonać. aby się wprawiać w rysowaniu komiksów, pomyślałem że warto będzie rysować każdy szit, jaki sobie zażyczą na bitwach komiksowych Dig-piardu. wkońcu od czegoś trzeba zaczynać i próbować gdzie można. poniżej taki szybkoprac na temat "Każda kobieta jest piękna". dla ludzi bardziej kumatych: prosze znaleść błąd ortograficzny w poniższych dymkach. 

no i tak to wygląda.

ostatnio wjebałem się w temat osiągania tropheów na ps3, o co chodzi? przykładowa gra ma "liste rzeczy" do wykonania przez gracza, za każde jej wykonanie dostaje się jakiś badziewny pucharek i odchacza się zrobione zadanie. założyłem sobie że przejde farcry2 w 100% razem ze wszystkimi tropheami. i wiecie co? to był głupi pomysł. gra nie porywa jak powinna, miejscami jest nawet nudno. zamiast skupiać się na lepszych rzeczach do roboty, cisne w wolnych chwilach po tej afryce szukając pochowanych wszędzie diamentów. brzmi głupio? jeszcze jak. niestety moja pierdolona konsekwencja nie pozwala mi zrezygnować. planuje zarwać nocke na poszukiwania aby dopełnić swego czynu.

tak na zakończenie z beczki filmowej, heath ledger dostał nominacje do oscara. szkoda że wielmożny pan artysta już nie żyje i nie wiem kto teraz tak zajebiście zagra jokera w następnej części nietoperka, ale oscar gościowi za role się należy, nie ma to tamto.

"spirit" okazał się kupą, ale chyba nie gorszą od "max payne". "kaznodzieja"ma się ekranizować, a na "watchman'a" czekam z niecierpliwością